Kamera termowizyjna nie „widzi przecieku”. Widzi różnicę temperatur na powierzchni. Mokry strop, nieszczelny wpust, mostek przy wieńcu i nieszczelna stolarka wychodzą jako plama chłodniejsza albo cieplejsza od reszty. Potem i tak trzeba to zestawić z tym, co widać okiem i co czuć w murze. Sam kolorowy obrazek bez kontekstu nic nie naprawia.
W Sucha Chata pomiar termowizyjny jest narzędziem przed hydroizolacją i przy sporze „skąd kapie”, nie osobnym show z raportem na 40 stron. Stawka startuje od 149,99 zł netto za pomiar. To pojedyncze, umówione badanie konkretnego miejsca albo jednej strefy: dach, strop nad salonem, ściana szczytowa, pas cokołu. Cały budynek, seria o świcie i wieczorem, dostęp na dach i spisanie wniosków pod wykonawstwo wychodzą poza ten próg i idą w wycenę.
Termowizja działa, gdy przegroda jest wychłodzona albo nagrzana i w środku jest inaczej niż na zewnątrz. Zimą przy włączonym ogrzewaniu widać ucieczkę ciepła i mostki. Po deszczu, przy mokrym dachu, czasem widać strefę, która schnie wolniej. W ciepły, pochmurny dzień na suchej elewacji zostaje szum. Wtedy nie robimy pomiaru na siłę, tylko przesuwamy termin.
Słońce na elewacji i na papie fałszuje obraz. Nagrzana blacha, komin po południu, kałuża na stropodachu – to nie zawsze przeciek. Dlatego pomiar na dachu lepiej łapać rano albo przy stabilnym zachmurzeniu, nie w południe w lipcu. Wewnątrz liczy się wyłączona klimatyzacja, zamknięte okna i czas, żeby temperatura się ustabilizowała. Klient, który chce „szybkie zdjęcie przy kawie”, dostanie ładną paletę kolorów i zero wniosku.
Nie wchodzimy kamerą w ścianę. Nie odróżnimy jedną klatką rury od zbrojenia i od pustki. Możemy pokazać, gdzie powierzchnia zachowuje się inaczej niż sąsiedztwo. Reszta to oględziny, wilgotnościomierz, czasem odwiert albo odsłonięcie. Obiecujemy lokalizację strefy, nie rentgen instalacji.
Na stropodachu szukamy wpustu, attyki, dylatacji i pola, które po opadzie zostaje zimniejsze. To potem trafia w zakres hydroizolacji dachu: nie malujemy całej połaci, jeśli problem siedzi w kołnierzu. Na poddaszu widać nieciągłość wełny i nieszczelny styk z murłatą. To nie jest zlecenie na membranę – to informacja dla dekarza albo dla tego, kto będzie ocieplał.
Przy cokole i piwnicy termogram bywa mylący. Zimny pas nad posadzką może być kapilarą, mostkiem wieńca albo po prostu nieogrzewaną ścianą od gruntu. Dlatego pomiar schodzi razem z oceną tynku, wykwitów i tego, czy po deszczu jest gorzej. Iniekcja albo odkop fundamentu nie wynikają z jednego zdjęcia.
Okna i drzwi wychodzą szybko – nieszczelna uszczelka, mostek w nadprożu, parapet. Tanie i konkretne. Nie mylić tego z „termowizją całego domu pod dotację”. Audyt energetyczny z certyfikatem to inna usługa, inny zakres i inna kasa. Tu chodzi o znalezienie miejsca, które moczy albo chłodzi, zanim kupi się wiadro chemii.
W cenie pomiaru jest wyjazd w rejon Poznania, praca kamerą na umówionej strefie i krótki wniosek: co widać, czego nie da się potwierdzić, co warto otworzyć albo uszczelnić. Nie ma w tej kwocie całonocnego czuwania na dachu, podnośnika, demontażu obróbek ani raportu pod sąd. Jak budynek jest poza miastem, piętro bez dostępu albo trzeba wrócić o innej porze doby, liczymy dojazd i drugi pomiar osobno.
Zdjęcia oddajemy z opisem stref, nie samą galerią. Kolor bez strzałki i bez zdjęcia dziennego tego samego kadru nic nie daje wykonawcy. Jeśli po pomiarze wychodzi, że dach nadaje się pod membranę albo ściana pod iniekcję, dostajesz osobną wycenę tych robót. Nie doliczamy diagnostyki na siłę do każdego zlecenia. Czasem wystarczy wejść na połać i nie odpalać kamery.
Umówienie ma sens, gdy jest konkret: plama na suficie, mokry cokół, zimny narożnik, dach po ulewie. „Zróbcie cały dom, zobaczymy co wyjdzie” przy 8 stopniach na zewnątrz i 21 w środku da się zrobić. Przy 18 na zewnątrz i wyłączonym ogrzewaniu szkoda drogi.
Napisz, co i gdzie moknie oraz czy da się wejść na dach – od tego wychodzi, czy ten pomiar w ogóle warto robić.